The Formula 1 Widget
requires Adobe Flash
Player 7 or higher.
To view it, click here
to get the latest
Adobe Flash Player.

niedziela, 4 września 2011

Jeszcze jedno piwo, czyli Sabaton w Warszawie.

Pierwszy support – Skull Fist. Support po prostu świetny. Chociaż chwilami miałam wrażenie, ze jestem na koncercie Halloween, bo muzyka w tym typie. 


Drugi support – Primal Fear – kompletnie nie moja bajka, chociaż tłum skandował „Pri-mal-Fear”. Aranżacja i wyjący falsetem wokal kojarzył mi się silnie z Judas Priest. Chociaż na korzyść Primal Fear muszę oddać, że ich wokalista wyrabiał się genialnie, by wykrzyczeć te swoje wysokie partie, czego o marnych popisach wokalisty Judasów live powiedzieć nie można. 


A potem długo nas trzymali, jak zwykle. Publika co chwila skandowała „SA-BA-TON”, co właściwie nie zmieniło się przez następne półtorej godziny. W oczekiwaniu na gwiazdę wieczoru tłum odśpiewał motyw przewodni z „Czterech pancernych...”. Kapcie mi spadły. Tuż przed pojawieniem się kapeli usłyszeliśmy i odśpiewaliśmy „The Final Countdown”, a skoro final, to już wiadomo było, że scena gotowa i zaraz się pojawią. Zauważyłam, że pośród ludzi pod sceną i na trybunach amfiteatru pojawiły się biało-czerwone flagi. Wrażenie niesamowite. 


Zaczęli od razu mocno: „Ghost Division”. Nogi i głowy same chodziły, a ręce wystrzeliły w powietrze.
Wokalista Sabatonu gadatliwy jest, mówił w przerwach, że do Polski przyjeżdża się dla dwóch rzeczy: kobiety i piwo. I stwierdził, że po tych kilku dniach trasy koncertowej po Polsce przestanie się mieścić w swój obcisły podkoszulek, bo urośnie mu brzuch od piwa, w miejsce sześciopaka. A za którymś razem skandowali mu właśnie „jeszcze-jedno-piwo!”, nawet ładnie to powtórzył po polsku, a potem, kiedy sięgnął puszkę piwa usłyszał „do dna”, albo „wypij-całe”, już nie pamiętam*. Przyznał, że nie bardzo wie, o co ludziom chodzi, ale spytał: „You want me to finnish this?”, a odpowiedź tłumu rozwiała wątpliwości. Wtedy usłyszeliśmy, że jesteśmy „Fucking crazy polish people”. Cóż mu zatem pozostało, przechylił puszkę, pałkier klepnął rytm, a publika dała swój doping. Kiedy opróżnił puszkę beknął przeciągle do mikrofonu, co wzbudziło kolejny aplauz. 


Na scenie pojawiali się różni goście. Byli dwaj panowie w mundurach lotników z czasu Bitwy o Anglię, którzy pomogli zapowiedzieć „Aces in Exile”. Pojawił się też pan z zardzewiałym hełmem polskim z okresu drugiej wojny światowej. Hełm – obniesiony przed publicznością przez wokalistę – został znaleziony podczas prac wykopaliskowych na terenie bitwy w obronie Wizny i to był wstęp do „40:1”. W pewnym momencie powiedział, że teraz będzie bardzo poważnie, poprosił o światełka zapalniczek i odśpiewaliśmy dzielnie „The Final Solution”. Nie pamiętam już, przy którym z tych kawałków pokazywał, że ma z wrażenia gęsią skórkę na ręku. 


Gadał też dużo o tym, dlaczego piszą dużo o polskich bitwach i potyczkach z drugiej wojny światowej, wspominał i dziękował polskiemu fanklubowi Polish Panzer Batalion. Kiedy skandowaliśmy „dziękujemy”, a nie zdarzyło się to raz, powiedział, że odkąd koncertują w Polsce spotykają się z tak wspaniałą reakcją publiczności, że to oni nam mówią „dziękujemy”. Słyszałam potem w tłumie komentarze, że jak zwykle sypał cukrem. Sama zaś z ciekawością obserwowałam pływanie na falach ludzkich rąk, jakie uskuteczniano pod sceną. Tłum na swoich rękach niósł leżącego delikwenta w kierunku sceny, a potem chwytały go silne i niezwykle wprawne ramiona któregoś z ochroniarzy i bezpiecznie odstawiały na ziemię. Wokalista wspomniał i o tym mówiąc, że publika w Polsce robi wspaniałą atmosferę. Dużo uwagi poświęcał też swojemu penisowi, zwłaszcza zapowiadając „Metal Ripper” - „It`s important thing. I didn`s say it`s big”. Bisy były dwa i na sam koniec dostaliśmy „Primo Victoria” i oczywiście kawałek, którego w Warszawie zabraknąć nie mogło... W pięknych słowach, o przeszłości naszych ojców i braci, zapowiedział utwór o walce, o której świat nie miał pojęcia, czyli „Uprising”. Zasuwał po scenie zaopatrzony w polską flagę. Wrażenie było niesamowite, kiedy kilkaset gardeł krzyczało: „Warszawo, walcz!”.
Na tym zdjęciu zwracam uwagę na dwie rzeczy: baner wspomnianego wyżej Polish Panzer Batalionu oraz młodocianego fana Sabatonu, ubranego w koszulkę i hełm z biało-czerwonym otokiem.


A to już napotkane podczas powrotu. Jestem fotografem jednokomórkowym, więc dobrze nie widać w świetle latarni, ale po lewej stronie rejestracji jest znaczek symbolizujący Eddiego - maskotkę Iron Maiden, a po prawej napis Sabaton.


A to już fragment pochodu powracających z koncertu. Trochę nas tam było... 


Było bosssko. Kto nie był, niech żałuje. Jak będę znów grali w Warszawie, to na pewno się jeszcze wybiorę.

*) Oni mu skandowali "pij-do-dna". Przypomniało mi się.

Dopisek z dnia następnego.

Dzięki uprzejmości i pamięci Zoltana (dzięki człowieku!) otrzymałam link do takiego oto wpisu na Wykopie, dotyczącego zespołu Sabaton i jego koncertu we Wrocławiu (pisownia oryginalna):

"Jak Sabaton traktuje swoich fanów? (są cycki)
Najpierw pare informacji o mnie: Mieszkam we Wrocławiu i jestem fanem Sabatonu od prawie 2 lat. Niestety nigdy nie byłem na ich koncercie, do wczoraj.  Z braku środków na bilet (90zł w przedsprzedarzy) postanowiłem udać się do jednego z empików na chociaż spotkanie z zespołem. Niestety spóźniłem się na nie, więc postanowiłem przejsć się do rynku. Po drodze, koło budynku opery spotkałem zespół wsiadający do taksówki. Szybkie zebranie odwagi i juz biegłem w ich kierunku. Joakim Brodén dał mi autograf, i powiedział:  do zobaczenia na koncercie.  odpowiedziałem że mnie nie stać, wtedy wyciągnął telefon i kazał zapisać ni swoje imię i nazwisko. otrzymałem darmową wejściówkę na koncert. Słowa dotrzymał i już parę godzin później byłem na koncercie. Był wspaniały. 
w tym miejscu chciałbym podziękować całemu zespołowi za koncert, za wejściówkę i za wszystko.
(tekst był pisany pod wpływem silnych emocji)
P.S. Jeśli ktoś znałazł czarno zielony futerał z okularami i nadal są one w "jakimś" stanie proszę o informację :)
Obiecane cycki
( . )( . )"

Oryginał można sobie obejrzeć  TUTAJ.

1 komentarz:

  1. Zespół chyba ma świadomość, jaka baza koncertowa utworzyła się mu w naszym kraju, miło.

    OdpowiedzUsuń