The Formula 1 Widget
requires Adobe Flash
Player 7 or higher.
To view it, click here
to get the latest
Adobe Flash Player.

poniedziałek, 26 września 2011

Reflekszyn 7

"Najpotężniejszą bronią człowieka jest odwaga.
Bo jest niewidzialna, nie wymaga amunicji i nikt nie zakłada z góry, że jesteś w nią uzbrojony".

znalezione na: www.demotywatory.pl

Zasłyszane w podróży

http://www.thevisitor.pl/index.php?id=84

Jadę tramwajem. Obok mnie rozmawia dwójka młodych ludzi. 

On: Lubisz pofilozofować.
Ona: Lubię. 
On: Porozmawiać poważnie o życiu i śmierci.
Ona: O śmierci nie. O życiu.

Chwila refleksji.

Ona: Ale to wiesz, nie z każdym się da tak porozmawiać. Mam takich znajomych, którzy potrafią rozmawiać tylko o imprezach. Albo o seksie. To o czym mam z nimi rozmawiać...

W tym momencie koleś powiedział na głos to, co ja pomyślałam. 

On: O seksie. I o imprezach.

Nie mogłam powstrzymać szerokiego uśmiechu...

niedziela, 25 września 2011

Człowiek w kuli

W tej kuli, która pływa w Wiśle jest człowiek. Od kilku minut usiłuje wstać... ;-)


Ot, niedzielne przedpołudnie. A propos. Taka refleksja mnie naszła w sobotnie (dla odmiany) przedpołudnie. Po czym poznać, że jest weekend? Mijający cię faceci na rowerach są nieogoleni. ;-)

sobota, 24 września 2011

Gówno w lesie

 Pamiętacie ten dialog Anioła z panią Ewą z "Alternatyw"? Ona powiesiła brązowe zasłony, on zielone i jak to teraz wygląda? Jak gówno w lesie. Dokładnie tak samo skojarzył mi się widok niereklamowej (jeszcze!) płachty, a raczej płacht, które od dziś zasłaniać będą konstrukcję Mostu Średnicowego. To zamiast malowania jej (konstrukcji)  na czerwono. Przed ERŁO będzie już tu wisieć normalna reklama.
Ja w ogóle jestem zdania, żebyśmy wszystkie budowle w Warszawie i nie tylko zasłonili takimi szmatami. A co, jak szaleć, to szaleć. Do wszystkiego, jak leci, przybić haki i wieszać szmaty. Galerie handlowe, zabytki, kościoły, bloki, wieżowce - poszło! Ale będzie, kurwa, pięknie...







wtorek, 20 września 2011

Bonus do 47 akcji GTWb

A tu mam jeszcze bonus do akcji o Warszawie w świetle latarń. Zdjęcia zrobione w styczniu bieżącego roku po jednym i po drugim końcu Nowego Światu. To drugie zwłaszcza mi się podoba. I nie ma jeszcze klubu Flow...

Kubica wraca do zdrowia

Siedem miesięcy czekałam na takie zdjęcie:

 http://www.tvn24.pl/12694,1718020,0,1,kubica-juz-usmiechniety-z-opatrunkiem--ale-bez-kul,wiadomosc.html

Naprawdę widać, że Robert przybrał na wadze. Chociaż przez chwilę nie będzie tym zabiedzonym chłopakiem, który siada za kierownicą bolidu F1. Forza Kubica! Siamo con te.

GTWb: Akcja XLVII - "miasto w świetle latarń"











 Czy wyszło wystarczająco artystycznie?

poniedziałek, 19 września 2011

Snooker, czyli lecimy w kulki.

Przyjechała na obiad moja Mama.
Obiad podany, a ponieważ człowiek z pełną miską pod nosem nie jest skory do gadania, to wcinamy i gapimy się w pudło. Z początku zwierzątka, czyli Animal Planet. Mama nie ma kablówki, to u mnie nadrabia. Ale mnie znudziło się patrzenie jak krokodyle pielęgnują odwieczne prawa natury korzystając z migracji bydła w Afryce. Przerzucę. Przerzucaj. Trafiam na EuroSport i turniej snookera. Zostawiam i o dziwo wszystkim pasuje, nawet Mamie. Myślę sobie zrobię za przewodnika, bo się kobiecina zgubi. No to patrzymy, a ja tłumaczę i objaśniam co teraz zawodnik będzie wbijał, dlaczego tak, a nie inaczej, do czego pozycjonuje, co następne, co to jest snooker i dlaczego tamten dostał punkty, jak ten nie trafił, bla, bla. Wreszcie moja Rodzicielka zadaje sakramentalne pytanie: "A dlaczego on mu te kule wciąż wyjmuje z powrotem?" Bo go nie lubi...
Mojej Mamie snooker przypadł do gustu i żałowała, że nie ma kablówki, żeby sobie mogła pooglądać. Coś mi mówi, że repertuar interesujących kanałów w moim telewizorze właśnie się powiększył...

sobota, 17 września 2011

Sobotni poranek...

...w bloku z wielkiej płyty. 
A za ścianą sąsiad skuwa glazurę w łazience. Wrażenia akustyczne: ŁUUUP! młotem i odgłos osypującego się gruzu - bezcenne. Ja akurat wcześnie wstaję, ale nie zazdroszczę tym, którzy w weekend lubią pospać do południa.

piątek, 16 września 2011

Remont / rewitalizacja Próżnej

Temat wraca, jak bumerang. Jesli to kogos nudzi, to przepraszam, ale dla mnie to ważne. 
podniecałam się, ze remontują, a tymczasem znalazłam info, jak to dokładnie wygląda... Okazuje się, że z przedwojennych kamienic zostaną jedynie ściany frontowe od ul. Próżnej... :-((( 
Znalazłam takie coś: http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=1155843&page=12. Niby tam na koniec, gdzie załączona jest wizualizacja, jakie to będzie piękne, jak skończą, tam jest napisane, że nowy właściciel będzie odtwarzał drewniane stropy i przedwojenne stiuki, ale... Na zdjęciach widzę, że są rozbierane przedwojenne cegły... Mam mieszane uczucia, przyznaję. Sercem chciałabym ocalić jak najwięcej z tamtego miejsca. Odtworzone nie będzie już takie samo...

poniedziałek, 12 września 2011

Parowozik

Przyznaję, ze nie wiem od kiedy owa machina tam stoi, gdzie stoi. Kiedyś przejeżdżałam tamtędy kilka razy w tygodniu i jakoś jej nie zauważyłam. Przykuła moją uwagę na ostatniej wyprawie rowerowej.


 




niedziela, 11 września 2011

Dziesięć lat temu, jedenastego września

Mówi się, że są takie chwile w historii, że każdy z nas pamięta dokładnie gdzie był i co wtedy robił. 
Dziesięć lat temu pracowałam w taksówkach. Nie pamiętam, jaki to był dzień, ale jakiś powszedni, w tygodniu. Poniedziałek? Normalnie zmiana następowała o godzinie 7-mej i 19-tej. Tego dnia koleżanka poprosiła mnie, żebym zmieniła ją wcześniej, więc jechałam do pracy na 16-tą. Miałam dobry humor i pogoda też dopisywała. W pracy mieliśmy telewizor (na długie nocne godziny). Weszłam do pokoju zadowolona z żartem na ustach. Rzuciłam okiem na ekran telewizora i pomyślałam, że trafił się jakiś film katastroficzny. Chyba nawet powiedziałam coś na ten temat. Pamiętam, że atmosfera była dość nerwowa i zaraz któraś z dziewczyn mnie opieprzyła, że mam się zamknąć, to nie film, to Ameryka na żywo. Usiadłam i zamilkłam. Patrzyłam w ekran tv usiłując ogarnąć co się dzieje. Wtedy po raz pierwszy oglądałam TVN24 i to chyba tydzień na okrągło. Przerażała mnie szatańskość pomysłu rozbicia samolotów pasażerskich - użycia ich w takim celu oraz fakt, że taki cios udało się zadać Ameryce - światowemu mocarstwu.
Następnego dnia gazety pisały "Wojna w Ameryce". Pamiętam komentarze, że to pierwsza wojna w nowym tysiącleciu.Pamiętam plakaty na przystankach z cytatami rozmów z linii 911 i informacje, że ludzie skaczą z okien WTC - "It`s raining bodies"...
Tydzień wcześniej przypomniałam sobie historię pilota bombowca z drugiej wojny światowej, który w gęstej mgle zabłądził nad nowym Jorkiem i rozbił się o Empire State Building (o ile się nie mylę). Pamiętam, że wówczas pomyślałam sobie, że w dzisiejszych czasach byłoby to niemożliwe...

niedziela, 4 września 2011

Jeszcze jedno piwo, czyli Sabaton w Warszawie.

Pierwszy support – Skull Fist. Support po prostu świetny. Chociaż chwilami miałam wrażenie, ze jestem na koncercie Halloween, bo muzyka w tym typie. 


Drugi support – Primal Fear – kompletnie nie moja bajka, chociaż tłum skandował „Pri-mal-Fear”. Aranżacja i wyjący falsetem wokal kojarzył mi się silnie z Judas Priest. Chociaż na korzyść Primal Fear muszę oddać, że ich wokalista wyrabiał się genialnie, by wykrzyczeć te swoje wysokie partie, czego o marnych popisach wokalisty Judasów live powiedzieć nie można. 


A potem długo nas trzymali, jak zwykle. Publika co chwila skandowała „SA-BA-TON”, co właściwie nie zmieniło się przez następne półtorej godziny. W oczekiwaniu na gwiazdę wieczoru tłum odśpiewał motyw przewodni z „Czterech pancernych...”. Kapcie mi spadły. Tuż przed pojawieniem się kapeli usłyszeliśmy i odśpiewaliśmy „The Final Countdown”, a skoro final, to już wiadomo było, że scena gotowa i zaraz się pojawią. Zauważyłam, że pośród ludzi pod sceną i na trybunach amfiteatru pojawiły się biało-czerwone flagi. Wrażenie niesamowite. 


Zaczęli od razu mocno: „Ghost Division”. Nogi i głowy same chodziły, a ręce wystrzeliły w powietrze.
Wokalista Sabatonu gadatliwy jest, mówił w przerwach, że do Polski przyjeżdża się dla dwóch rzeczy: kobiety i piwo. I stwierdził, że po tych kilku dniach trasy koncertowej po Polsce przestanie się mieścić w swój obcisły podkoszulek, bo urośnie mu brzuch od piwa, w miejsce sześciopaka. A za którymś razem skandowali mu właśnie „jeszcze-jedno-piwo!”, nawet ładnie to powtórzył po polsku, a potem, kiedy sięgnął puszkę piwa usłyszał „do dna”, albo „wypij-całe”, już nie pamiętam*. Przyznał, że nie bardzo wie, o co ludziom chodzi, ale spytał: „You want me to finnish this?”, a odpowiedź tłumu rozwiała wątpliwości. Wtedy usłyszeliśmy, że jesteśmy „Fucking crazy polish people”. Cóż mu zatem pozostało, przechylił puszkę, pałkier klepnął rytm, a publika dała swój doping. Kiedy opróżnił puszkę beknął przeciągle do mikrofonu, co wzbudziło kolejny aplauz. 


Na scenie pojawiali się różni goście. Byli dwaj panowie w mundurach lotników z czasu Bitwy o Anglię, którzy pomogli zapowiedzieć „Aces in Exile”. Pojawił się też pan z zardzewiałym hełmem polskim z okresu drugiej wojny światowej. Hełm – obniesiony przed publicznością przez wokalistę – został znaleziony podczas prac wykopaliskowych na terenie bitwy w obronie Wizny i to był wstęp do „40:1”. W pewnym momencie powiedział, że teraz będzie bardzo poważnie, poprosił o światełka zapalniczek i odśpiewaliśmy dzielnie „The Final Solution”. Nie pamiętam już, przy którym z tych kawałków pokazywał, że ma z wrażenia gęsią skórkę na ręku. 


Gadał też dużo o tym, dlaczego piszą dużo o polskich bitwach i potyczkach z drugiej wojny światowej, wspominał i dziękował polskiemu fanklubowi Polish Panzer Batalion. Kiedy skandowaliśmy „dziękujemy”, a nie zdarzyło się to raz, powiedział, że odkąd koncertują w Polsce spotykają się z tak wspaniałą reakcją publiczności, że to oni nam mówią „dziękujemy”. Słyszałam potem w tłumie komentarze, że jak zwykle sypał cukrem. Sama zaś z ciekawością obserwowałam pływanie na falach ludzkich rąk, jakie uskuteczniano pod sceną. Tłum na swoich rękach niósł leżącego delikwenta w kierunku sceny, a potem chwytały go silne i niezwykle wprawne ramiona któregoś z ochroniarzy i bezpiecznie odstawiały na ziemię. Wokalista wspomniał i o tym mówiąc, że publika w Polsce robi wspaniałą atmosferę. Dużo uwagi poświęcał też swojemu penisowi, zwłaszcza zapowiadając „Metal Ripper” - „It`s important thing. I didn`s say it`s big”. Bisy były dwa i na sam koniec dostaliśmy „Primo Victoria” i oczywiście kawałek, którego w Warszawie zabraknąć nie mogło... W pięknych słowach, o przeszłości naszych ojców i braci, zapowiedział utwór o walce, o której świat nie miał pojęcia, czyli „Uprising”. Zasuwał po scenie zaopatrzony w polską flagę. Wrażenie było niesamowite, kiedy kilkaset gardeł krzyczało: „Warszawo, walcz!”.
Na tym zdjęciu zwracam uwagę na dwie rzeczy: baner wspomnianego wyżej Polish Panzer Batalionu oraz młodocianego fana Sabatonu, ubranego w koszulkę i hełm z biało-czerwonym otokiem.


A to już napotkane podczas powrotu. Jestem fotografem jednokomórkowym, więc dobrze nie widać w świetle latarni, ale po lewej stronie rejestracji jest znaczek symbolizujący Eddiego - maskotkę Iron Maiden, a po prawej napis Sabaton.


A to już fragment pochodu powracających z koncertu. Trochę nas tam było... 


Było bosssko. Kto nie był, niech żałuje. Jak będę znów grali w Warszawie, to na pewno się jeszcze wybiorę.

*) Oni mu skandowali "pij-do-dna". Przypomniało mi się.

Dopisek z dnia następnego.

Dzięki uprzejmości i pamięci Zoltana (dzięki człowieku!) otrzymałam link do takiego oto wpisu na Wykopie, dotyczącego zespołu Sabaton i jego koncertu we Wrocławiu (pisownia oryginalna):

"Jak Sabaton traktuje swoich fanów? (są cycki)
Najpierw pare informacji o mnie: Mieszkam we Wrocławiu i jestem fanem Sabatonu od prawie 2 lat. Niestety nigdy nie byłem na ich koncercie, do wczoraj.  Z braku środków na bilet (90zł w przedsprzedarzy) postanowiłem udać się do jednego z empików na chociaż spotkanie z zespołem. Niestety spóźniłem się na nie, więc postanowiłem przejsć się do rynku. Po drodze, koło budynku opery spotkałem zespół wsiadający do taksówki. Szybkie zebranie odwagi i juz biegłem w ich kierunku. Joakim Brodén dał mi autograf, i powiedział:  do zobaczenia na koncercie.  odpowiedziałem że mnie nie stać, wtedy wyciągnął telefon i kazał zapisać ni swoje imię i nazwisko. otrzymałem darmową wejściówkę na koncert. Słowa dotrzymał i już parę godzin później byłem na koncercie. Był wspaniały. 
w tym miejscu chciałbym podziękować całemu zespołowi za koncert, za wejściówkę i za wszystko.
(tekst był pisany pod wpływem silnych emocji)
P.S. Jeśli ktoś znałazł czarno zielony futerał z okularami i nadal są one w "jakimś" stanie proszę o informację :)
Obiecane cycki
( . )( . )"

Oryginał można sobie obejrzeć  TUTAJ.

czwartek, 1 września 2011

1 września A.D. 2011


I nie pytaj mnie o nią, znasz ją doskonale
Nie pytaj co tobie da, lecz co ty możesz zrobić dla niej
Codziennie w innym stanie ją spotykasz
Lecz czujesz tylko dumę, gdy ktoś o nią cię zapyta.

Eldo "Nie pytaj o nią"