The Formula 1 Widget
requires Adobe Flash
Player 7 or higher.
To view it, click here
to get the latest
Adobe Flash Player.

piątek, 28 stycznia 2011

Świat się kończy...

Justyna Bimber w "CSI"! 10 lutego przeżyję jedną z większych traum mojego życia... Jeśli ktoś nie wie, o co chodzi, to "CSI" - w polskiej tv "Kryminalne zagadki Las Vegas" - to jeden z najlepszych seriali kryminalnych ostatnich lat. Dla mnie w ogóle top topów, ze wszystkich trzech "si-es-ajów". I to tę beczkę miodu psuje się łyżką dziegciu...

czwartek, 27 stycznia 2011

Ech, ten cholerny temperament...

Pilota do telewizora muszę kupić.

LUDZIE!!!

Kurwa, pojebało was?! Jajca se oblej benzyną i podpal. Tylko koniecznie nagraj film i zamieść na Youtubie, pooglądamy. Co za moda jakaś popierdolona na okrucieństwo wobec zwierząt nastała?!
www.demotywatory.pl

środa, 26 stycznia 2011

Wyimek

Pochodzi z książki "Między tęsknotą lata, a chłodem zimy", Leif GW Persson.

"Żyłem między tęsknotą lata, a chłodem zimy.

Kiedy byłem młodszy myślałem czasem, że gdy przyjdzie lato zakocham się w kimś i dopiero wtedy zacznę żyć naprawdę. Kiedy jednak zrobiłem już wszystko, co miałem do zrobienia, lato dobiegło końca i został tylko chłód zimy.

Nie o takim życiu myślałem."

wtorek, 18 stycznia 2011

Sprawiedliwość made in Poland

Dwóm zwyrodniałym bydlakom, którzy urwali głowę psu ciągnąc go za samochodem, groziły dwa lata więzienia.
Kretynowi, który podczas nocnego spaceru skopał pięć samochodów, grozi pięć lat.
Bez komentarza.
Zapomniałam.
Skurwiel, który wprowadził psa pod pociąg zupełnie uniknie kary, bo "pies był luzem i mógł uciec"!

Ile człowieka jest w człowieku?

Stajesz się kimś tylko w starciu z tym, co stawia ci opór.

Antoine de Saint-Exupéry

Czytałam w weekend blog osoby, która fizycznie jest kobietą, ale czuje się mężczyzną i tak siebie postrzega. Z mojego punktu widzenia jest to najprawdziwszy konflikt tragiczny, w pełnym znaczeniu tych słów. Swego czasu bardzo dużo czytałam na ten temat, zresztą w ogóle co jakiś czas z osiedlowej biblioteki wypożyczam opracowania popularnonaukowe z zakresu medycyny, genetyki, czasem też innych nauk, ale głównie o charakterze medycznym. Orientuję się zatem, co leży u podstaw takiej sytuacji, kiedy osoba czuje się „uwięziona” w ciele niewłaściwej płci; mam pojęcie co determinuje nasze wybory w zakresie orientacji seksualnej, niezależnie od płci.

Bezsprzecznie określenie nas samych zaczyna się od nas samych. Siedząc samotnie w pustym pokoju zawsze będziemy wiedzieli, kim jesteśmy, to znaczy co sobą reprezentujemy, na co nas stać, ile jesteśmy warci. Jest to swego rodzaju podstawa konstrukcji, którą tworzymy sami, a może raczej o której sami stanowimy. Są rzeczy, które wiemy sami o sobie w sposób intuicyjny, właściwie to może nawet bardziej „wyczuwamy” niż „wiemy”. Ciekawie zaczyna się robić dopiero, kiedy wyjdziemy z tego pokoju.

Otóż wychodzimy do świata z jakąś wizją siebie i oczekujemy, że świat będzie nas odbierał tak, jak my siebie odbieramy. Albo może właściwsze byłoby tutaj powiedzenie, że będziemy odbierani tak, jak nadajemy. To znaczy, że jeśli ja postrzegam siebie, jako kruchą kobietkę, to całe moje otoczenie, wszyscy ludzie, których spotkam na swojej drodze również powinni odbierać mnie, jako kruchą kobietkę, nie inaczej. Odbiór zgodny z nadawaniem.

Tak oczywiście nie jest i nigdy nie będzie, dlatego, że każdy odbiera innych mierząc ich swoją miarą. Owszem odbieramy pierwsze, obiektywne (w miarę) bodźce, ale zanim to sobie w ogóle uświadomimy przepuszczamy je przez nasze własne filtry i dopiero wtedy budujemy własną opinię. Ponieważ wszyscy to robią i w dodatku dzieje się to poza naszą świadomością, to generalnie w codziennym życiu nie przysparza nikomu większych problemów. Rzecz zaczyna się strasznie komplikować w sytuacji osoby, o której pisałam na początku – kogoś, kto myśli, czuje i postrzega siebie jako mężczyznę, a „na zewnątrz” jest kobietą. Dwa kompletnie różne światy. Człowiek chce nosić spodnie, bawić się samochodami, ganiać z kolegami, golić się i nosić garnitur. A tymczasem ubierają go w sukienki, kupują lalki, rosną mu piersi i ma okres.

Wyrośnięcie z dzieciństwa pozwala na uzyskanie pewnej swobody, ale tylko do pewnego stopnia. Z czasem okazuje się, że na bardzo wiele spraw człowiek może mieć i ma samodzielny wpływ, w wielu przypadkach może wreszcie stanowić sam o sobie. Może zdecydować, że chce nosić męską fryzurę, męskie ciuchy i prezentować męskie zachowania. Ale nadal nie może zmienić faktu, że pośród tego wszystkiego świat widzi kobietę. Wiele cierpliwości, wyobraźni i odwagi wymaga przełamanie tego pierwszego, pierwotnego i naturalnego przecież sposobu postrzegania. I to jest właśnie ta część całości naszego własnego wizerunku, której najbardziej brakuje osobom uwięzionym w ciele innej płci. Żyjąc i działając czy sobie to uświadamiamy, czy nie, czy tego chcemy, czy nie, przeglądamy się w oczach innych ludzi. Kobiety czują się – i stają się! – naprawdę seksowne i piękne dopiero wtedy, kiedy są przy nich mężczyźni, w których oczach odbija się uwielbienie. Naprawdę rzadko kiedy kobieta jest seksowna sama z siebie i sama dla siebie. I tak jest ze wszystkim, w mniejszym lub większym stopniu. Mężczyzna chce, by kobieta postrzegała go jako tego, na którym może polegać, jest to też do pewnego stopnia uwarunkowane biologicznie (genetycznie, ewolucyjnie, niepotrzebne skreślić), zatem oczekuje pochwały i uznania nawet (a może zwłaszcza) za wykonanie czynności, które zdaniem kobiety mogą wcale nie być warte uwagi. Z jego punktu widzenia są. Innymi słowy do pełni szczęścia potrzeba nam, ludziom, aby dopełniały się dwa obrazy nas samych: nasz własny, wewnętrzny i zewnętrzny, czyli to, w jaki sposób odbiera nas otoczenie. Tytułowa sentencja częściowo odnosi się do tego zagadnienia. No bo ile człowieka jest w człowieku, skoro równie ważne jest to ile jego w nim widzą inni?

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Autocenzura

Po zakupach rzuciłam płócienną torbę wielokrotnego użytku na szafkę w przedpokoju. Natychmiast moja kota uznała, że to doskonałe miejsce do spania. Ale że przy okazji postanowi zadbać o swoją anonimowość, to nie wiedziałam... Ech, te koty...

piątek, 14 stycznia 2011

Skojarzenia bywają przekleństwem...

Zanim napiszę chociaż słowo dalej powinnam wyraźnie zaznaczyć, że żywię należny szacunek do symboli narodowych, herbów i wszelkich innych niewymienionych tu z nazwy oznak państwowych.
Jest takie miasto w Polsce, które ma herb, jak poniżej:
Trafiłam na ten herb podczas niezwykle wytężonej pracy, a jak wiadomo wtedy najłatwiej o głupawkę. Nas wówczas w biurze również dopadła. Efekt był taki, że ów herb, który widać powyżej "rozszyfrowałam", czytając OD PRAWEJ DO LEWEJ, z góry na dół, w sposób następujący: "Rybka? Dziękuję! Polej Żytniej!".
Jeśli ktoś poczuł się urażony - jeszcze raz najmocniej przepraszam.

Cytat

Jeśli "a" oznacza "szczęście", to:
a = x + y + z
gdzie:
x - to praca,
y - rozrywki,
z - umiejętność trzymania języka za zębami.
Albert Einstein (1879-1955)

wtorek, 11 stycznia 2011

Gentleman - gatunek na wymarciu

Widziałam kiedyś takiego Demotywatora: samochód stojący na lewym pasie ruchliwej, trzypasmowej jezdni, unieruchomiony na amen. Poniżej podpis będący słowami właścicielki owego auta głoszący, że owszem, to jej wina, że się samochód rozkraczył, blondynka, zapomniała zatankować i zabrakło jej paliwa. I dalej refleksja, że tym wszystkim panom, którzy ją mijali, trąbili i pokazywali gest międzynarodowego pozdrowienia (fuck you) nie przyszło do głowy, że samotna kobieta nie zepchnie sama dużego samochodu z jezdni. W ogóle żadnego pewnie nie zepchnie, ale to już inna kwestia.
A teraz inny obrazek, choć ma wiele cech wspólnych z poprzednim. Nie trzypasmówka, tylko równie ruchliwe skrzyżowanie w kształcie litery "Y", w dodatku pod górkę. Nie duża limuzyna, tylko jakiś miejski pierdolot - Volkswagen Polo chyba. Unieruchomione identycznie, w środku samotna kobieta. Stoi, jak ta ostatnia ofiara losu na samym środku owego igreka kompletnie bezradna. Nie stoi w szczerym polu, tylko w centrum dużego miasta.
Herosem nie jestem, ale oceniłam, że Volkswagenowi Polo we dwie damy radę. Kiedy podeszłam do kobitki widziałam, że była już przygotowana na odparcie ataku, że rozpieprzyła ruch na całym skrzyżowaniu, kretynka. Miała jednak tyle przytomności, żeby hamulec zaciągnąć, w końcu było z górki. Powiedziałam jej co ma robić i gdzie zepchniemy samochód. Dopiero kiedy ustawiłam się z tyłu i oparłam ręce o tylną klapę znalazł się jeden - słownie: JEDEN - mężczyzna, który się do nas przyłączył, a po nim jeszcze jedna pani w średnim wieku. Oczywiście kobieta pomagająca drugiej kobiecie w takiej sytuacji budziła jeszcze większe zainteresowanie wśród przejeżdżających - na pewno przecież dwie idiotki wybrały się na zakupy i zapomniały zatankować, ale ubaw. Zepchnęliśmy dziewczę, zaparkowała na chodniku, podziękowałam wszystkim przybyłym. Dziewczynie odpuściły nerwy i wyraźnie się ożywiła, zaczęła opowiadać mi, że próbowała prosić facetów o pomoc, ale tylko pokazywali jej owo międzynarodowe pozdrowienie. Kiedy poszłam sobie wreszcie w swoją stronę zobaczyłam, że całej akcji przyglądało się dwóch roboli. Szkoda mi było gardła na komentarz. W końcu "gentle" po angielsku znaczy "delikatny".

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Książki

Chyba rok go namawiałam, żeby przeczytał. Już nawet dałam za wygraną w pewnej chwili i obiecałam samej sobie, że się więcej na ten temat nie odezwę. A potem Marcin Ciszewski - bo o jego książkach mowa - wydał "Mróz" i znów temat powrócił. Jego dwie pierwsze: "www.1939.com.pl" oraz "www.1944.waw.pl" mam w postaci audibooków, w dodatku ten pierwszy czytany jest przez pana Krzysztofa Banaszyka, któremu za tę interpretację dozgonna cześć i chwała, więc siłą rozpędu odświeżyłam sobie i ja. "Majora" przeczytałam własnoręcznie. Natomiast kiedy tylko wpadło mi w ucho połączenie słów Ciszewski-mróz-audiobook omal nie dostałam kręćka z radości. Kulminacja nastąpiła, kiedy dowiedziałam się, że "Mróz" jest również czytany przez pana Banaszyka. No po prostu żyć, nie umierać! Kocham te książki z jeszcze jednego względu, ale nie będę go wspominać publicznie. Pasują mi i bardzo mi się podobają, chociaż to męska literatura. Dlatego go namawiałam, żeby się z nią zapoznał. W piątek chyba zameldował *), że przeczytał 32 strony "1939"; dzisiaj, że skończył "1944" i szuka teraz dwóch eM - "Majora" i "Mrozu". A ja rok namawiałam - przeczytaj, spodoba Ci się. Warto, ze wszech miar.
Teraz czekam jeszcze na ostatnią część opowieści o Lisbeth Salander do posłuchania, którą to część pewien Pieprzony Kalle Blomkvist dostał pod choinkę. Wprawdzie już to przeczytałam, więc fabułę znam, niemniej jednak pan Krzysztof Gosztyła, którego w życiu bym o to nie podejrzewała!, odwalił kawał roboty niezgorszej niż jego imiennik (okazuje się, że rację miał pewien znajomy rajdowiec, też Krzysiek, który zwykł mawiać, że wszystkie Krzyśki to fajne chłopaki) i słucha się tego rewelacyjnie. Jakoś tak temperamentnie panowie zostali doskonale dobrani do rodzaju literatury - Gosztyła skandynawskiej, Banaszyk naszej, rodzimej. Nie mogę się doczekać.
Kolejny kawał porządnej lektury - tym razem naprawdę lektury, wbrew opinii niektórych ja też wciąż czytuję książki drukowane - to zestaw opowiadań pod wspólnym tytułem "Jeszcze nie zginęła". Gruba cegła, ciekawe nazwiska, jeszcze ciekawsze historie, w których kryje się nie tylko obserwacja zmieniającego się świata i otaczającej nas rzeczywistości, ale także, a może przede wszystkim ogromny ładunek... patriotyzmu. O czym są te opowiadania nie powiem Wam, przeczytajcie sami. Są o ludziach i o sprawach najważniejszych. W każdym razie jeśli ktoś po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej sądził, że w razie wojny współczesny Polak wybierze euro zamiast Ojczyzny, to grubo się pomylił.
Ech, aż samemu chce się pisać...
*) "Nie zameldował, a jedynie łaskawie poinformował..."

piątek, 7 stycznia 2011

Reflekszyn 5

Czy jeśli postanowię sobie zapamiętać, by następnym razem potraktować Pana delikatniej, Pan też coś takiego sobie zapamięta?

środa, 5 stycznia 2011

1 stycznia 2011 ciąg dalszy

W poniedziałek byli hydraulicy ze spółdzielni.
Zdjęli baterię nad wanną, zmienili uszczelki.
Dalej cieknie.
Przyjdą w piątek skuwać glazurę, żeby dostać się do rur w ścianie.

niedziela, 2 stycznia 2011

1 stycznia 2011, godz. 08:00

Awaria hydrauliczna w łazience. Wezwane pogotowie ustala przeciek zimnej wody, co skutkuje jej zakręceniem. Do poniedziałku w łazience można korzystać wyłącznie z ciepłej. W poniedziałek należy zgłosić awarię do administracji. Jaki Nowy Rok, taki cały rok... Taaa...