A cha. Po dużym wysiłku fizycznym powstaniu zakwasów zapobiega piwo, jak również gorąca kąpiel z garścią soli. No, to zdrówko!
A cha. Po dużym wysiłku fizycznym powstaniu zakwasów zapobiega piwo, jak również gorąca kąpiel z garścią soli. No, to zdrówko!
Uwaga.
Poniższy tekst zawiera wyrazy powszechnie uznawane za wulgarne, bo postanowiłam go nie cenzurować. Nie piję, nie palę i nie używam, doszłam więc do wniosku, że przynajmniej w przeklinaniu nie będę się hamować (chamować?).
No to poszłam najpierw na "naszą" pocztę. Listów 40 sztuk. Po 5 osób do każdego okienka.
Se myślę jadę do domu - 3 przystanki od domu mam taką zajebistą pocztę, że jest milion okienek, zawsze większość czynna i w każdym załatwiasz wszystko - pójdzie, jak z bicza.
Pojechałam, wzięłam numerek, siadłam. Ludzi w chuj, ale czekam.
Siadło zasilanie - awaria prądu. Brak światła.
Se myślę - włączą przecież. Czekam.
Najpierw wróciło światło. Potem zasilanie tego pierdolnika z numerkami i komputery.
Nie wstał za to serwer i panie w okienkach nie mogły się zalogować do programu pocztowego i pracować normalnie. Czarna dupa.
W dodatku nie wiadomo ile potrwa, pani kierowniczka dzwoniła do informatyka.
Kurwa, se myślę. Została mi ostatnia deska ratunku - poczta osiedlowa, najbardziej znienawidzona przez wszystkich, którzy muszą z niej skorzystać...
No ale co mnie począć? MUSZĘ to kurewstwo wysłać DZISIAJ. Pojechałam.
Wzięłam numerek patrzę i oczom nie wierzę - przede mną DWIE osoby! To czekam!
Kupiłam znaczki, okleiłam, pani ostemplowała - oczywiście musiałam dwa razy podchodzić do okienka, co już się nie podobało. Załatwiłam i wróciłam do domu. Ale było już dobrze po 18...
Zanim zaśniesz wieczorem wyobraź sobie, że jesteś ciężko chory, zostało ci powiedzmy dwanaście miesięcy życia. Jeden rok od teraz. Większość z nas nie pozna daty swojej śmierci, nawet w przybliżeniu, to zawsze będzie „kiedyś”, w przyszłości. Ale ty właśnie ją poznałeś. Z kim chciałbyś się spotkać? Co powiedzieć tej osobie? Kumplom, przyjacielowi, przyjaciółce, dawnemu kochankowi, byłej żonie czy mężowi... Mamie, rodzeństwu, dzieciom, szefowi, kolegom w pracy. Co odpowiedziałbyś komuś na ulicy, kto zwróciłby ci uwagę, żebyś nie palił papierosów, bo od tego można umrzeć? Co powiedziałbyś chłopakom z budki z kebabem, u których prawie codziennie kupujesz lunch? Czy w ogóle przyznałbyś się, że być może to już ostatni kebab, który u nich kupujesz? A pani w bibliotece? „Gdybym nie oddał tej książki osobiście, ktoś ją przyniesie, proszę nie naliczać kary...” Świadomość zbliżającej się własnej śmierci na pewno dodałby ci odwagi, byś nalegał na spotkanie mimo protestów i „braku czasu”. Mógłbyś – wreszcie – pozwolić sobie na powiedzenie tego, co miało być twoją tajemnicą na zawsze, bo owo „na zawsze” nastąpi już niedługo. Komu wyznałbyś miłość? Kogo chciał przeprosić i za co? Komu powiedzieć, że poradzi sobie bez ciebie? Komu podziękować, że przy tobie był, że czegoś cię nauczył?
Zastanawiałeś się kiedyś, ile porządków wymagało by wtedy od ciebie życie? Ile portali, blogów, kont pocztowych, linków, loginów, haseł i społeczności – ile jest miejsc, w których nagle by ciebie zabrakło? Jak długa byłaby twoja lista rzeczy do zrobienia i zagospodarowania po twojej śmierci – zastanawiałeś się kiedykolwiek nad tym? Wiem, że są tacy, którzy ostatnie lata swojego życia spędzają planując swoje „po śmierci” – wybierają, gdzie chcą być pochowani, wykuwają swoje nazwisko na tablicy na rodzinnym grobie, rozdzielają jakieś drobiazgi. Ale mnie nie chodzi o to. Jest mnóstwo innych spraw – konto bankowe, umowa kredytowa, np. kredyt hipoteczny, zarządzenie majątkiem (spadek) tak, żeby potem nie było konieczności włóczenia się po sądach, pożyczki, ubezpieczenia, fundusze emerytalne itp. Każdy z nas ma takie „drobiazgi”, o które warto byłoby zadbać zawczasu, żeby potem sprawy były proste i najważniejsze interesy rodzinne zabezpieczone.
(Zrób przynajmniej to drugie. Ja też zrobię.)
*Tytuł zaczerpnięty od DKA „Jak by to było”