The Formula 1 Widget
requires Adobe Flash
Player 7 or higher.
To view it, click here
to get the latest
Adobe Flash Player.

niedziela, 16 marca 2014

"What a car you gave me!"


Podobnie jak rok temu mój kalendarz okazał się zwiastunem wydarzeń jeśli chodzi o GP Australii. Chyba na 2015 w marcu dam obrazek z Kubicą w F1...
Tyle zmian od tego sezonu, że doprawdy nie było wiadomo czego się spodziewać. Turbodoładowane V6 o pojemności 1,6l brzmią dziwnie, jak nie przymierzając DTMy, albo coś w tym guście, zwłaszcza dla uszu przyzwyczajonych do silników kręcących 18 tysięcy obrotów, ale trzeba się będzie przyzwyczaić. Silnik mruczy bardziej basowo, oczywiście turbina gwiżdże, ale słychać też coś jeszcze - coś, na co również kierowcy zwrócili uwagę. Na koła przenoszony jest teraz dużo większy moment obrotowy, niż dotychczas i po raz pierwszy odkąd oglądam Formułę 1 miałam szansę usłyszeć - i to nie raz - pisk opon, zwłaszcza podczas przyspieszania. Bolidy są jeszcze brzydsze, niż po ostatnim liftingu aerodynamiki i faktycznie ich nosy przypominają mrówkojada, a kierowcy musieli się od nowa uczyć opanowywania nadmiaru mocy na wyjściach z zakrętów. F1 jak na razie trochę bardziej przypomina rajdy niż wyścigi, ale to się zmieni.
Nareszcie na podium w Australii stanął Australijczyk - Daniel Ricciardo, którego uśmiech było nawet słychać przez radio, zaraz za Nico Rosbergiem, a przed Kevinem Magnussenem. Kto by pomyślał, że debiutant wskoczy od razu na podium? Sebastian Vettel nie ukończył wyścigu - na moje oko przedobrzył, za bardzo chciał znów mieć najlepszy samochód w stawce i przekombinował. Lotus, niestety pogrąża się w swoich problemach. Szkoda, że również Marussia i Caterham tradycyjnie grzeją tyły. Obydwa bolidy Marussii miały poważne problemy, by w ogóle wystartować. Ferrari nie ruszyło się z miejsca z zeszłego sezonu - zero progresji. Za to Williams w barwach Martini Racing zasługuje na pochwałę. Kibicuję im mocno i będę trzymać kciuki za renesans tej marki. Sądzę, że wykopanie Pastora Maldonado to było bardzo dobre posunięcie, a Valtteri Bottas dzisiaj naprawdę pokazał klasę.
Zapomniałam jeszcze o Kobayashim, który rozpoczął sezon z przytupem i z właściwym sobie wdziękiem staranował Massę na starcie. Podobno hamulce zawiodły. 
Jak to również w sportowym świecie bywa, paddock nie zapomina o swoich. Gdy Robert Kubica dochodził do siebie po ciężkim wypadku, na bolidach całej stawki były napisy: "Szybkiego powrotu do zdrowia Robert". Dzisiaj przede wszystkim Mercedes wspiera siedmiokrotnego mistrza świata.
http://www.theguardian.com/sport/2014/jan/27/mercedes-schumacher-keep-fighting-michael-car-launch-jerez

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz