niedziela, 27 lutego 2011

Skuta

Tak wygląda moja lewa ręka po piątkowym pobraniu krwi. Wyjątkowo pigule nie wyszło. Dobrze, że jest zima i mogę nosić długi rękaw, bo pewnie wzbudzałabym niezdrowe zainteresowanie na ulicy. Gdyby ktoś miał ochotę spróbować dragów, niech sobie popatrzy dobrze na to zdjęcie, bo tak wyglądają okolice żył, w które wkłuwają się narkomani - pokryte siniakami i strupami.
Dla ciekawych: strzałką zaznaczyłam miejsce wkłucia igły, po dwóch dniach już prawie niewidoczne. Prawdopodobnie igła przebiła żyłę na wylot, "pod żyłą" zrobił się krwiak, który z czasem rozlał się malowniczo, jak widać. Zdarza się.

sobota, 26 lutego 2011

Sekret

Szukam cię - a gdy cię widzę

udaję, że cię nie widzę.

Kocham cię - a gdy cię spotkam
udaję, że cię nie kocham.

Zginę przez ciebie - nim zginę
krzyknę, że ginę przypadkiem...

Kazimierz Przerwa - Tetmajer

piątek, 25 lutego 2011

Help desk

Wiecie kto pracuje w działach „help desk”? Ja też nie. Wiem natomiast, że z całą pewnością każdy z nas/Was poradziłby sobie z tą robotą. Ja rozumiem, że nie każdy informatyk jest światowej klasy hackerem, programistą czy co tam jeszcze, niepotrzebne skreślić. Pojmuję ideę FAQ-ów, czyli opracowania zestawu najczęściej zadawanych pytań, jako pierwszego kroku pomocy dla każdego, durnego użytkownika (czegokolwiek). Staram się nie nadużywać konsultantów help desku, ale jeśli porada z FAQa mi nie pomogła, to piszę, jaki mam problem.

Z lenistwa używam programu pocztowego Outlook do zarządzania pocztą ze wszystkich kont, jakie posiadam. Stało się, że jedno konto się zbiesiło i nie mogę z niego wysłać poczty. Porada z FAQa nie pomogła, więc napisałam. Podałam system operacyjny, typ łącza, dostawcę usługi internetowej, skopiowałam treść komunikatu o błędzie. Dziś przyszła odpowiedź. „Zalecam ponowną konfigurację programu pocztowego. Proszę posłużyć się instrukcją zawartą na stronie...”.
Jako komentarz do tej odpowiedzi pozwolę sobie przytoczyć dowcip. Wprawdzie podane są tam różne zawody, ale zwyczajowo traktuje się go jako satyrę na system operacyjny Windows, a informatyka zastępuje się wręcz programistą Windowsa. Otóż inżynierowie: mechanik, chemik i informatyk jadą jednym samochodem. Nagle silnik prycha, buczy, silnik gaśnie, auto staje.

- To coś z silnikiem - mówi mechanik. - Myślę, że paliwo jest złej jakości - stwierdza chemik. - Wysiądźmy i wsiądźmy, może to pomoże - mówi informatyk.

Dokładnie tak wyglądała z mojego punktu widzenia odpowiedź z help deska. Serdelecznie dziękuję za pomoc.

PS.

Portier, nie podpowiadaj mi, że można korzystać z innych „zbiorówek” do poczty, np. z Thunderbirda. Jak Firefoxa zasymilowałam na poziomie komórkowym, tak z Thunderbirdem darzymy się wzajemną antypatią.

PS2.

Wiecie, że ta podpowiedź pomogła..? :-)

In a darkened room 2

Jest taki jeden Gość, którego bloga czytuję, opuszczając co bardziej ckliwe kawałki, ale liczę się z jego zdaniem, bo ma dość ciekawie poukładane pod sufitem i godzien jest szacunku. Specjalnie więc dla tego Faceta zamieszczam moje własne, prywatne, naprędce sklecone tłumaczenie tekstu, który już kiedyś zagościł na tym blogu w oryginale, a obok którego trudno przejść obojętnie. Z całą pewnością można to przetłumaczyć lepiej... ;-)

W zaciemnionym pokoju
Poza zasięgiem boskiej wiary
Leży ranny, zniszczone pozostałości zdradzonej miłości
A niewinność dziecka kupiona i sprzedana
w imię potępionych
Gniew aniołów przebrzmiały i ostygły
Wybacz mi proszę, bo nie wiem, co czynię
Jak mogę utrzymać ból w środku skoro wiem, że to prawda
Powiedz mi, kiedy pocałunek
miłości staje się kłamstwem,
które nosi blizny grzechu zbyt głęboko,
aby ukryć się za
ogarniającym cię strachem
Błagam, wpuść światło
do zaciemnionego pokoju
Wszystkie cenne chwile
odeszły znów na spoczynek
i uśmiech świtu
przynosi skażoną żądzę wyśpiewując mi requiem
Czy mogę zmierzyć się z tym dniem,
gdy moje zaufanie poddaje się torturom
i ogląda, jak krystalizuje się
Podczas gdy moje zbawienie wali się w proch
Dlaczego nie mogę sterować tym statkiem
zanim uderzy w burzę
Wpadłem do oceanu,
lecz z pewnością płynę
Powiedz mi, kiedy pocałunek
miłości staje się kłamstwem,
które nosi blizny grzechu zbyt głęboko,
aby ukryć się za
ogarniającym cię strachem
Błagam, wpuść światło
do zaciemnionego pokoju

czwartek, 24 lutego 2011

Lęk wysokości

Mówią, że jednostki wybitne są zawsze samotne, ale to marna pociecha. Na mnie samotność wyciska piętno. Mam wrażenie, że do pewnego wieku marzyłam i czekałam, aż przyjdzie właściwy czas i wszystko samo się w moim życiu stanie. To, co dzieje się zawsze w życiu każdego człowieka. Mijał czas. Aż wreszcie nastąpiła seria wydarzeń, takich, efektami przynajmniej części których powinnam cieszyć się do dzisiaj. A tymczasem przeleciały prawie nie pozostawiając po sobie śladu, jakby ich nigdy nie było. A ja poczułam się stara. Mam poczucie, że na wiele rzeczy jest już za późno. Boję się, że nie spełni się już większość marzeń, które nosiłam pod sercem. Czekałam, czekałam i czekałam na to, co miało nadejść, a pewnego dnia otworzyłam oczy i było już za mną. Mam zaledwie trzydzieści kilka lat, a chciałabym, żeby już było po wszystkim, żeby już moje życie się skończyło. Nie chce mi się męczyć na próżno jeszcze tyle lat zanim umrę. Z każdym rokiem, a może nawet z każdym dniem, coraz bardziej bezsensownie. Po nic. No bo po co?

"Żyłam między tęsknotą lata, a chłodem zimy.

Kiedy byłam młodsza myślałam czasem, że gdy przyjdzie lato zakocham się w kimś i dopiero wtedy zacznę żyć naprawdę. Kiedy jednak zrobiłam już wszystko, co miałam do zrobienia, lato dobiegło końca i został tylko chłód zimy.

Nie o takim życiu myślałam."

Nie o takim życiu myślałam...

Ludzie powinni pobierać się, wiązać ze sobą i mieć dzieci, kiedy są piękni i młodzi. Dla siebie nawzajem. A potem razem się starzeć i przyzwyczajać do coraz mniejszej sprawności, a coraz większej liczby dolegliwości. Potem tylko odliczać wspólne lata. Dlaczego mnie ominęło to szczęście? Dlaczego mam zdolność myślenia o tym? Dlaczego w tym jednym przypadku nie mogłam mieć w życiu tak, jak inni – ci zwyczajni, przeciętni, nie wyróżniający się z tumu, których pełno dookoła mnie? Którzy żyją błogosławieni nieświadomi życia. Dlaczego i w tym musiałam być tak cholernie i niechcący oryginalna?

Ludziom, którzy mnie otaczają wydaje się, że moje życie jest lajcikowe i prawie pozbawione problemów. A ja boje się każdego dnia. Jeszcze płynę... ale lód nade mną zamarza... Każdy dzień to dla mnie balans na cienkiej lince rozpiętej gdzieś wysoko. Muszę po niej przejść codziennie od świtu do zmierzchu. A ja mam lęk wysokości. Tak bardzo boję się spaść, że czasami myślę sobie, że chciałabym spaść i żeby to wreszcie się skończyło. I wiem, że zanim doleciałabym do ziemi zdążyłabym poczuć żal, że wszystko się kończy...