Na Pradze, choć nie tylko, takie widoki, to chleb powszedni. No dobrze, może ostatnio nieco mniej powszedni, odkąd lansuje się modny zwrot pt. "rewitalizacja". W każdym razie na fragmentach mieszkań, które widać na zdjęciu poniżej, swego czasu można było oglądać wzory tapet, jakie ludzie mieli w domach. Taka wiwisekcja tyle, że dotycząca budynku.
Często widuje się pamiątki po klatkach schodowych. Znalazłam też coś podobnego na ul. Szwedzkiej, gdzie wyburzane są pozostałości po przepięknych architektonicznie zakładach przemysłowych. Można sobie rzucić oczkiem, jak pracownicy mieli w kibelkach.
Ale żeby taką "pamiątkę" umieszczać na bocznej ścianie nowo wzniesionej kamienicy, to widzę pierwszy raz w życiu... I po co to? Ze współczucia dla wyburzonych przedwojennych kamienic i oficyn, które poległy ostatecznie, by deweloper mógł wystawić to swoje cudo? A może to wstyd? Jeśli tak, to tym bardziej nie ma się z czym afiszować.







