Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prawo jazdy na rower. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prawo jazdy na rower. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 lipca 2013

W ruchu ulicznym - ja

Dzisiaj zwróciłam uwagę, że nabieram wprawy w jeździe rowerem po ulicach, w ruchu miejskim. Zawsze mnie to przerażało, te zmiany pasów, pędzące żelastwo obok mnie, ogarnianie znaków drogowych i w ogóle szeroko pojęty orient na drodze. A dziś zwróciłam uwagę, że już się nie boję wjechać między samochody czy mijać się z autobusem. Nawiasem mówiąc najbardziej lubię odcinek mojej drogi do i z pracy, który przebiega przez Miodową, Krakowskie Przedmieście i Nowy Świat. Placu Krasińskich nie wymieniam celowo, bo poruszanie się tamtędy rowerem czy na piechotę to makabra. Ale wracając do tematu, lubię jeździć tym odcinkiem, bo jeżdżący tamtędy kierowcy autobusów są bezproblemowi w obsłudze. Naprawdę. To czysta przyjemność mijać się z nimi gdy ruszają z przystanków lub na nie zjeżdżają. Niestety kierowcy taksówek dzielnie pracują na zgoła odmienną opinię, ale nie mówmy o tym. Cieszę się, że na drodze idzie mi coraz lepiej i mam nadzieję, że tendencja się utrzyma. Cały czas wyobrażam sobie, jak będę pokonywać ulice motocyklem... Kiedyś. ;-)

Rower na kolizyjnym

Wracając dziś do domu zderzyłam się z innym rowerzystą na ścieżce. Po prostu pan nie mógł się zdecydować w którą stronę będzie odbijał, żebyśmy się minęli, podczas gdy ja konsekwentnie uciekałam na prawo. Ostatecznie pan wybrał swoje lewo i żeśmy się spotkali. To moja pierwsza większa kolizja od wielu lat. Spotkaliśmy się na tyle skutecznie, że przednie koło roweru pana zepchnęło moje przednie koło w bok pod takim kątem, że aż mi bark wyrwało ze stawu (ponieważ cały czas krzepko dzierżyłam kierownicę i ściskałam manetki hamulców). Ale nie to było najgorsze. Kiedy już się zatrzymaliśmy poczułam, jak moją łydkę ściska morderczy skurcz. Położyłam więc rower i usiadłam na chodniku zwijając się z bólu. Taki obrazek rzecz jasna zainteresował wszystkich dookoła. Jedna przejeżdżająca obok pani zapytała rezolutnie "Co się stało?" Na co ja jej równie rezolutnie, chociaż dużo mniej uprzejmym tonem odparłam, że "Chyba widać." Z kolei inny pan, który również się zatrzymał spytał po prostu czy wszystko w porządku. Tę panią przepraszam za moją może niezbyt miłą reakcję, ale jak człowieka akurat właśnie w tym momencie boli jak diabli, a widać, że doszło do zderzenia dwóch rowerów, to ostatnie, na co poszkodowany ma ochotę to odpowiadać na pytanie "co się stało"... Nic nikomu się nie stało. Pan mnie na koniec jeszcze rozczulił pytaniem czy z rowerem wszystko w porządku. Panie, pieprzyć rower, aby nam nic nie było! Podaliśmy sobie ręce na koniec i każde pojechało (lub potelepało się) w swoją stronę. Skurcz dokucza mi do teraz. 

Chciałabym podziękować WSZYSTKIM, którzy byli świadkami tego w sumie niegroźnego zdarzenia - rowerzystom jak i pieszym, którzy nas mijali, ponieważ NIKT Z WAS NIE PRZESZEDŁ ANI NIE PRZEJECHAŁ OBOK MNIE OBOJĘTNIE. KAŻDY Z WAS zainteresował się moim stanem i zaoferował swoją pomoc. Tym razem okazała się na szczęście niepotrzebna, ale Wasza postawa jest budująca. Gdy na rowerowym szlaku widzę, że ktoś ma kłopoty ze swoim rowerem zawsze podjeżdżam i pytam, czy mogę jakoś pomóc. Cieszę się, że tym razem zadziałało to także w drugą stronę. Podziękowałam Wam tam na miejscu, teraz dziękuję jeszcze raz. Szerokiej drogi, Kochani!

sobota, 27 lipca 2013

Prawo jazdy na rower - Gdańsk

W Warszawie nie spotkałam jeszcze takiego oznaczenia. No, ale w Warszawie ścieżki rowerowe nie biegną nad morzem i nie trzeba ustępować przejścia turystom pędzącym na plażę.