Kolejnego dnia ratowaliśmy rybitwę ze złamanym skrzydłem. Ratowaliśmy, to może za dużo powiedziane, po prostu wezwaliśmy odpowiednie służby. A do ich przyjazdu pilnowaliśmy małej, żeby jej coś nie rozjechało.
czwartek, 9 lipca 2015
Open'er Festival 2015 cz. 1
No i trochę festiwalu.
Instalacja Pawła Althamera. Ach, nostalgia! Mogłam znów posiedzieć sobie w Ikarusie! :-)
Instalacja Pawła Althamera. Ach, nostalgia! Mogłam znów posiedzieć sobie w Ikarusie! :-)
Road to Hel
A to już nasza wyprawa na Hel. Zdjęć z podróży statkiem nie ma, bo odsypialiśmy festiwal. Poza tym, co tu fotografować, nuda, panie...
Pub pod Palącym Kotem.
Wejście na plażę HEL nr 66. Trzeciej szóstki nikt nie domalował...
Plaża miejska w Gdyni
Łabędziochy tutejsze do bólu. Nocują skubańce pod falochronem, a w dzień nie dają żyć plażowiczom.
Tu, na tej plaży obserwowałam in vivo dlaczego alkohol + woda to niebezpieczne połączenie. Woda jako akwen wodny rzecz jasna. Jakiś pijany jegomość, w pełni ubrany, spacerował w wodzie do pasa, w ręku dzierżąc puszkę piwa. Wyglądał, jakby chciał zmierzać do brzegu, ale jakoś tak ciągle zakręcał w stronę otwartego morza. Nie szło mu. Ale za to puszkę dzierżył w dłoni dzielnie, w końcu trzeba mieć w życiu priorytety. Na nieszczęście tegoż jegomościa morze bywa zdradliwe i pan wkrótce stracił równowagę w wodzie i przewrócił się. Najpierw próbował dalej ocalić puszkę piwa, ale po chwili zaczął walczyć już o samego siebie. Wszystko działo się niedaleko brzegu, ale było już za głęboko, żeby podeprzeć się o dno i złapać równowagę. Kiedy zrozumiałam, że on się topi i sam z tego nie wyjdzie, pomyślałam o ratowniku - w końcu to plaża miejska, strzeżona. Obejrzałam się, żeby krzyknąć czy podbiec do stanowiska, ale ratownik już wbiegał do wody. Wziął gościa pod pachy i wyciągnął z wody. Pijany dawał się wlec po piasku. Był wyczerpany, a wszystko trwało może pięć minut. Widać było, że z przerażenia chłop trzeźwieje w oczach. Kiedy już ratownik złapał oddech spytał, czy delikwent dobrze się czuje, czy nie potrzebuje innej, medycznej pomocy. A na koniec zadał pytanie retoryczne, bo nie sądzę, żeby oczekiwał na nie odpowiedzi: Po jaki chuj się wpierdalasz do wody taki najebany?
I tak, gdyby nie pomoc ratownika, przez własną głupotę chłop by utonął dwadzieścia kroków od brzegu, w wodzie, która sięgała mu do jajec.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





































