sobota, 27 lipca 2013

Czarna Perła & Galeon Lew

Czarna Perła w porcie gdańskim.


Powrót z Westerplatte (ja sobie w tym czasie wsuwam rybkę, wiadomo, nad morzem jestem).



W drodze na Westerplatte.




Galeon Lew.

Nigdy więcej wojny

Z dołu.


Z góry.

Z morza.

Na Westerplatte pojechałam autobusem. Najlepiej jednak wybrać się tam rowerem. Najgorzej statkiem. 

Zboże

Baltic Cruiser z Gibraltaru napełniany zbożem w gdańskim porcie.

Powrót do Gdańska

 "...I statki stojące na redzie przed Plymouth.
Klarować kotwicę! Najwyższy czas już..."



"...Przed nami główki portu już i kościelny słychać dzwon.
A na lądzie uciech nas czeka sto..."



Duży może więcej, czyli mijanka w porcie. My grzecznie czekamy, aż wypłynie kontenerowiec.









I containery popłynęły w świat.

Highway to Hel

 W drodze na Hel.

Hycel Celpski.

Helski PRL.

Ostatni dzwonek - kto nie zdąży, ten fujara.

Cumy zwolnione.


Odbijamy.

I Zatoka Gdańska. Morze gładkie jak stół, ja na pokładzie katamaranu - absolutne zero kołysania... Nuda. I spiekota. Ale za to Titanic all inclusive - na dziobie, a nawet na dwóch dziobach (w końcu to katamaran).


Gdy na morzu skwar i sztil,
gdy nawet mewa w powietrzu śpi,
na martwej fali rzyga Jaś,
jeden na to sposób masz...

Pociągnijmy z flaszy łyk! 
Wesoły wiatr powieje nam w mig!
Pociągnijmy jeszcze raz.
Wesoły wiatr prowadzi nas.