środa, 13 lipca 2011
Lord of the...
Znalazłam dziś w sieci, dzięki informacji na Wirtualnej Polsce, więc zamieszczam, aby pokazać, że duch w narodzie nie ginie. A on się, głuptas, obawia, że kibice o nim zapomną...
Na ratunek przy siniakach
Dziś wpis w myśl zasady, aby dobrym się dzielić, a przed złym ostrzegać.
Niedawno dorobiłam się potężnego siniaka, który wyglądał i nadal wygląda paskudnie. Zazwyczaj pozwalam siniakom zagoić się w ich tempie, ale tym razem postanowiłam mu pomóc. Szukając w necie sprzymierzeńców w walce z siniakami trafiłam na maść o nazwie Arcalen, którą niezwłocznie nabyłam w aptece. Maść jest stosunkowo niedroga, kosztuje ok. 10 zł. Jest rewelacyjna i szczerze ją polecam. Tutaj można sobie więcej poczytać na ten temat: ARCALEN. W składzie preparatu jest wyciąg z kasztanowca, a jak wiadomo, działa on skutecznie na drobne naczynka krwionośne. Z własnego doświadczenia mogę to potwierdzić - „pajączki” są jakby mniejsze... Zatem raz jeszcze polecam – na siniaki i na naczynka.
niedziela, 10 lipca 2011
Jak buduje się Most Północny
Oto kolejne etapy powstawania Mostu Północnego. Nie obserwuję postępów prac bardzo regularnie, ale i tak udało mi się uwiecznić kilka ciekawych momentów.
Wcześniej zmieściłam zdjęcie, na którym pierwsze przęsło, które miało połączyć obydwie części konstrukcji spoczywało jeszcze na barce pod mostem. Dosłownie dwa dni później je podniesiono, a potem zespawano. Poniżej most już połączony.
25.04.2011
A to już fotki z dzisiaj. Jak widać Wisła specjalnie czysta nie jest, chociaż wmawiają nam, że w 2015 będziemy mogli się w niej kąpać. Widać też, że wody jest bardzo dużo, bo zalało "plażę", na której wędkarze łowili ryby. W tle zaś widać panoramę Mostu Północnego z ostatnim przęsłem w połowie drogi do góry.
10.07.2011
10.07.2011
czwartek, 7 lipca 2011
Żeby nie było, że tylko narzekam
Uprzejmie donoszę, że dziś był dobry dzień, chociaż rano uciekły mi hurtem obydwie podwózki do pracy i musiałam czekać, moknąc na przystanku na następne.
Szczęśliwie Opatrzność natchnęła mnie dziś na załatwianie odłożonych, w przeczuciu, że ich załatwienie będzie niemiłe, spraw. I udało mi się przeprowadzić dziś wręcz modelową, książkową rozmowę z klientem. Rozmowę, która zaczęła się od jego niezadowolenia i złego humoru, aż do sugerowania zastanowienia się nad zapłatą za fakturę, a skończyła jego uznaniem dla naszego podejścia do klienta, profesjonalizmem załatwienia sprawy i taką radością, że nawet ucieszył się z pomysłu powtórzenia usługi za pół ceny, w ramach dobrej współpracy.
Wczoraj począwszy, ze skutkiem na dziś, udało mi się też doprowadzić do wpłynięcia na konto firmowe czterocyfrowej sumy. Niby niewiele, ale kto ma pojęcie o stanie obecnych finansów w firmach, to wie, jak długo czeka się na przelewy od kontrahentów.
Zyskałam również motywację do wykonywania innej, dość nudnej i żmudnej pracy. Mam bowiem do sprawdzenia pewne dane, zazwyczaj niezmienne od wieków, ale telefon kontrolny wykonać muszę. No i dziś się okazało, że w jednym przypadku te dane diametralnie się zmieniły, znaczy moja robota ma sens!
Na dość wysokim szczeblu (tak, tak, takie rzeczy się zdarzają) doceniono i pisemnie (w mailu i to nie kierowanym do nas!) pochwalono pewną dziedzinę działalności naszej firmy – że jesteśmy rzetelni i można polegać na tym, co mówimy i robimy.
Jeszcze na koniec dnia dowiedziałam się o dwóch przelewach, które maja zasilić moje konto i ta informacja już zupełnie poprawiła mi humor.
Lubię takie dni, kiedy czuję, że moja praca i moja egzystencja ma sens.
Tobie życzę takiego samego. Choćby jednego w roku.
poniedziałek, 4 lipca 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)




